Cześć!
Jak widzicie i ja przekonałam się do założenia bloga. Już od kilku miesięcy o nim myślałam, założyłam, ale z powodu przeróżnych obowiązków nie miałam czasu żeby tu coś napisać. Jest to mój pierwszy wpis, więc chciałabym Wam opowiedzieć o początkach mojego biegania - zapraszam!
Wszystko zaczęło się na pierwszym roku studiów, kiedy wciąż pracowałam nad ulepszeniem swojej sylwetki. (od roku się odchudzałam) Dużo czytałam o korzyściach biegania, jednak pamiętałam dobrze te upokarzające lekcje wf-u, gdy po pięciu minutach biegania brakowało mi powietrza i przybiegałam jako jedna z ostatnich. Te chwile sprawiły, że bieganie traktowałam jak zło ostateczne, do którego nigdy w życiu nie będę się już zmuszać. Jednak pewnego dnia, postanowiłam, że spróbuję. Moja kondycja była na jakimś poziomie, ponieważ od roku ćwiczyłam 5-6 razy w tygodniu, m.in. fitness. Z góry założyłam sobie, że postaram się przebiec 30 minut bez zatrzymywania się. Ubrałam luźne ciuchy, ułożyłam energiczną playlistę na telefonie i ruszyłam do parku nieopodal mojego mieszkania. Te trzydzieści minut to była droga przez mękę... brakowało mi tchu, myślałam, że wyzionę ducha, ale uparcie biegłam dopóki stoper nie zadzwonił oznajmiając, że to koniec mojego dzisiejszego treningu.
Po tym pierwszym truchcie miałam zakwasy przez tydzień... ;) Mimo tego uparcie biegałam co drugi dzień po pół godziny. Po kilku tygodniach zaczęłam zwiększać czas biegania do 35, 40, aż w końcu doszłam do 45 minut biegania bez przerwy. Dawało mi to dużo radości, czułam się o wiele silniejsza, nie tylko fizycznie, ale głównie psychicznie. Nie myślałam wtedy o żadnym starcie, ponieważ uważałam, że są one tylko dla zawodowców. Jednak dzięki namowom wujka który zamierzał pobiec razem z moim kuzynem w zawodach na 10 km w mieście nieopodal, pomyślałam "dlaczego nie?" Zaczęłam biegać coraz więcej, dzięki nowemu telefonowi i endomondo wiedziałam ile i jak szybko biegam i jeszcze przed zawodami udało mi się kilka razy pokonać ten dystans. Wtedy trwało to ponad godzinę, więc wierzyłam, że zmieszczę się w limicie czasowym, który wynosił koło 1h 30 minut.
6 października 2013 roku stanęłam na starcie w Starym Sączu. Byłam tak zestresowana jakbym co najmniej znowu miała zdawać egzamin na prawo jazdy... :D Wystrzał i ruszyliśmy. Muzyka nastrajała mnie pozytywnie, więc starałam się nie zwracać uwagi, że większość osób mnie wyprzedza. Powoli łapałam swój rytm i nie zamierzałam bezmyślnie gnać przed siebie. Pierwsze kilometry minęły mi jak z bicza strzelił. Czułam się tak podekscytowana biegiem, że cały czas się uśmiechałam, a humor dodatkowo poprawiali mi kibice, którzy gorąco dopingowali na trasie. W końcu zobaczyłam ostatni zakręt, miałam już dość, ale zdobyłam się na ostatni wysiłek... przyśpieszyłam i wyprzedziłam przed samą metą kilka osób. Przekroczyłam ją ze łzami w oczach, a widząc swój wynik poniżej 1 h, a dokładnie 57 min 12 s nie mogłam uwierzyć, że naprawdę to zrobiłam! Cała rodzina szczerze mi pogratulowała, a ja czując dumę i niedosyt postanowiłam, że będzie TO DOPIERO POCZĄTEK MOJEJ PRZYGODY Z BIEGANIEM. :)

Tak właśnie wszystko się zaczęło i sprawiło, że zakochałam się w tym sporcie i nie potrafię wyobrazić sobie bez niego życia na dłuższą metę. Jeśli więc jeszcze nie spróbowałeś, może mój wpis jakoś Cię do tego przekona? Jest obecnie pełno planów dla początkujących biegaczy (np. plan pumy), więc wystarczy tylko poszukać. Ja ze swojej strony polecam słuchać po prostu swojego organizmu i robić przerwę na marsz kiedy nie macie już siły biec.
Jakie były Wasze początki biegania? Podobne czy może całkowicie inne? Napiszcie w komentarzach, chętnie poczytam. :)

Moja biegowa podobnie jak u Ciebie poprzedzona była regularnymi ćwiczeniami i to właśnie one utwierdziły mnie w przekonaniu, że dam radę biegać, bo jakąś kondycję mam. Kondycję mimałam, ale ćwiczenia, a bieganie to mała różnica. Początki były trudne, ale z każdym dniem było coraz lepiej i.. coraz bardziej to lubiłam :D
OdpowiedzUsuńCo do pierwszego startu.. to chyba standard, przed swoim debiutem miałam ogromny stres, bolał mnie brzuch, miałam nawet biegunkę! :D Śmieję się, jak to wspominam, ale było wspaniale :)
Oj tak, różnica była... po fitnessie nigdy nie miałam takich zakwasów. :D No to widzę, że podobny stres jak u mnie był. ;) Też wspominam miło pierwszy bieg... czułam się zwycięzcą. :)
Usuńteż po wuefie miałam traumę i myślałam, że nie lubię biegania. mnie tata namówił. tak uparcie zachęcał, chwalił się medalami, że w końcu postanowiłam spróbować. kupiliśmy buty do biegania i wtedy już nie było odwrotu ;)
OdpowiedzUsuńmoim pierwszym startem był Bieg Pamięci. chyba, że liczyć parkrun wtedy parkrun. nie stresowałam się w ogóle. właściwie to myślałam, że wygram ;) oczywiście nie zajęłam żadnego z czołowych miejsc, ale może wygrałam. miłość do biegania. :)
To super, że miałaś kogoś kto Cię przekonał do biegania. :) Właśnie dla mnie doping kibiców, medal, to najlepsza nagroda za mój wysiłek. W parkrunie też biegłam i też się stresowałam przed tym, jakoś chyba już tak mam. :D Gratulacje dla Ciebie! Super, że odnalazłaś coś, co kochasz. :)
UsuńCieszę się, że nareszcie się tu pojawiłaś! Będę czytać Cię za każdym razem z niemałym zaciekawieniem, mimo iż tematyka naszych blogów NIECO się różni;)
OdpowiedzUsuńDla mnie kiedyś bieganie, a uogólniając sport, były złem koniecznym. A teraz? Nie wyobrażam sobie życia bez paru treningów w tygodniu :)
Życzę Ci jak najlepiej - Ty wiesz :)
Ja do Ciebie będę także zaglądać. :) Tematyka się różni może trochę, ale w końcu przecież biegacze potrzebują słodkości... ;) Co do tego zła koniecznego to tak samo miałam, choć teraz jakąś niemoc czuję i tym wpisem chcę się zmotywować. :D
UsuńJa Tobie także. :) :*
Ja z marszu wystartowałam w zawodach na 8 km, ponieważ stwierdziłam że co to jest te osiem kilometrów :D Na starcie rozglądałam się i miałam wrażenie że nie pasuję do tych wszystkich biegaczy, ja w dresie i w butach do siatkówki(!) Na trasie płakałam, co chwilę przechodziłam do marszu i chciałam pobić koleżankę, która biegła obok mnie i dopingowała. Powiedziałam nigdy więcej! Ale za 2 miesiące wystartowałam w następnym biegu i już bez płaczu i marszu :D
OdpowiedzUsuńNo to twój pierwszy start to było niezłe wyzwanie! :D Super, że nie zrezygnowałaś po pierwszym razie i nadal próbowałaś - to się nazywa hart ducha! :)
UsuńNa drugim biegu stanęłam na podium zajmując 3 miejsce w swojej kategorii wiekowej więc to mnie zmobilizowało do dalszego działania :)
UsuńJa także swoją przygodę biegową zaczęłam za szybko - ile fabryka dala aby .. potem nabrać doświadczenia :) Gratuluję pierwszego posta i niech blog się rozwija :) Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńChyba te pierwsze kroki, nabieranie doświadczenia to najlepszy etap w biegowej przygodzie. :) Dziękuję - mam nadzieję, że będzie się rozwijał. :) Również pozdrawiam!
UsuńMam nadzieję, że będziesz zarażać ludzi swoją pasją i będziesz dla nich takim motywatorem jakim jesteś dla mnie! P.S. Nie wierzę w to, że aż tyle się już znamy :D
OdpowiedzUsuńJak miło usłyszeć takie słowa, dziękuję. :* Popatrz, ale to zleciało! :D :)
OdpowiedzUsuńmoja przygoda z bieganiem była krótka, stwierdziłam, że to nie dla mnie :)
OdpowiedzUsuńrozumiem, nie każdy musi je lubić. :) ważne żeby znaleźć aktywność dla siebie. :)
UsuńGratki! Chociaż ja nie biegam, tylko uprawiam slow jogging :)
OdpowiedzUsuń